środa, 12 października 2011

Never ever....

Cześć ;)) Przepraszam, że mnie nie było ale byłam w doomku i niestety nie miałam tam internetu a po drugie nie było czasu na pisanie, ale dziś to nadrabiam.; ]]
Przychodzę do was z recencją maseczki z Lirene Dermoprogram "Nawilżanie".

 I jak widzicie po tytule nie jest to hit a raczej bubel, przynajmniej dla mnie.
A wiec zaczynam...
Opis maseczki:  Maseczka o aksamitnej konsystencji aktywuje proces intensywnego nawilżenia w głębokich warstwach skóry oraz trwale stabilizuje poziom wody w komórkach. Połączenie wiśni z Barbados, oleju z winogron i Alantoiny, wpływa na błyskawiczną i odczuwalną poprawę nawilżenia, jędrności i elastyczności naskórka. Maseczka odbudowuje warstwę hydrolipidową, chroniąc skórę przed odwodnieniem i działaniem szkodliwych czynników zewnętrznych.
Moja opinia:  Niestety jak dlamnie to nie wypał. Nałożyłam ją na skórę twrzy i moja twarz zaczeła reagować bardzo dziwnie, stała sie zaczerwieniona piekła, być może to wina jakiegoś składnika który mnie uczula. Dodatkowo nie widze efektów aby ona nawilżała, a wrecz przeciwnie mam skórę mieszaną jednak raz na jakiś czas potrzebuje jakiegoś nawilżenia a tu co...? Ta maseczka taką "otłuściła ją" wytworzyła mi się taka warstwa olejista za którą nie przepadam.
Cena:  Kosztowała coś okooło 2,50 zł.
Pojemność: 10 ml/ 0.3 fl.oz.

5 komentarzy:

  1. mialam kiedys maseczke naiwlzajaca ale z niebeskiej serii i naprawde nawilzała chwalilam sobie ja, a tej nie mialam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, co może to moja cera tak zareagowała ale próbowałam ją kilka razy i niestety nie za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  3. ojej to faktycznie chyba jakiś bubel:)
    Bardzo fajny blog;) Pozdrawiam! http://acid-nails.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. uu to dobrze ze jej nie kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń